1. Do cholery !



Dzień, w którym moja waga po miesiącach kurzenia się pod łóżkiem dostała nowe baterie i niemal wykrzyczała mi, że przekroczyłam 80 kilo, był dniem, w którym coś się przelało.

Oczywiście, widziałam, że coś się zmienia, a ubrania robią się za małe. Nie obudziłam się któregoś dnia cięższa o 15kg. Ale wcześniej przez długi czas, gdy wyglądałam w porządku, widziałam siebie o wiele większą, niż byłam taka faktycznie i prawdopodobnie dlatego teraz przegapiłam moment, w którym obraz w głowie stał się rzeczywistością.

Początkowo ten blog miał mi służyć do spisywania tego, co jem. Potem postanowiłam wykorzystać go też do realizacji celów, które od dawna tkwią w mojej głowie. Rzuciłam się więc ochoczo do wypisywania tych wszystkich grubych spraw, które trzeba zmienić na już, na wczoraj i wszystko naraz najlepiej. I oto moim oczom ukazała się litania skarg i próśb do samej siebie, pełna wyrzutów i żalu. Dokładnie taka, jaką tworzę od nowa co kilka miesięcy w czasie, gdy postanawiam zmienić swoje życie. I nigdy go nie zmieniam tak naprawdę.

Mam dość. Mam dość takiego życia. Ciągłego przekomarzania się ze sobą i sprawdzania granic cierpliwości. Dopieprzania sobie i robienia na złość. Znieczulicy i depresji. Braku zaufania i szacunku do siebie. Nie dbam o to, jak śpię, jak jem, jak wyglądam i co czuję. Stoję w miejscu, w którym panuje chaos, w którym nie ma nawyków dobrych lub nawet tych zwyczajnych. W którym muszę ze sobą niemal kłócić, by wykonać najzwyczajniejsze czynności, które innym przychodzą naturalnie, a rzeczy, które kiedyś były łatwe, nagle stają się dla mnie prawie niewykonalne. Miejscu, w którym nie czuję zdrowa ani fizycznie, ani psychicznie. Mam dość takiej siebie.

Mam za sobą milion zrywów i miliony upadków, w dodatku okraszonych wyrzutami sumienia, że znów się poddałam. Nie chcę kolejnego razu, grubych obietnic, z których nic nie wynika i solennych zapewnień, że tym razem to już na pewno, a ja obudzę się jutro rano odmieniona i idealna. To nie działa, przekonałam się o tym tysiące razy. Nie zmienię się totalnie w ciągu jednego dnia czy nawet tygodnia.

Ale mogę zmieniać kolejno te małe rzeczy.
Mogę wprowadzać 3 drobne nawyki tygodniowo.
Mogę wymyślać projekty dające mi frajdę i satysfakcję.
Mogę zaakceptować pewne rutyny w życiu, które ułatwią mi życie.
Mogę sobie zaufać.
Mogę się ze sobą zaprzyjaźnić i przestać krzywdzić samą siebie.
Mogę się zmienić.

Z przytupem. I motywacją jak sam skurwysyn.
Bo zasługuję na to, do cholery !

18 maja 2013, 12:21 ||
Zainspiruj ! (3)




2. Projekt nr 1: uporządkuj się!



Do tego projektu zainspirował mnie wpis na blogu Życie jest piękne!. Nie jest to pierwszy taki projekt tego typu, ale wcześniej brakowało mi motywacji, by dołączyć i miejsca, gdzie mogłabym opisać postępy. Teraz jest inspire-me, a więc...

Projekt będzie trwał 6 tygodni, a w piątki będę opisywać, co udało mi się zdziałać. Pomysł Michała nie do końca ma zastosowanie u mnie, dlatego trochę go zmodyfikuję, by wyciągnąć dla siebie z tych tygodni maks ;)

1. (22-30.05) Sprzątanie - tydzień pierwszy, podobnie jak Michał, wykorzystam na posprzątanie swojej przestrzeni. Chodzi zarówno o 'zwykłe' (odwlekane ostatnio) sprzątanie, przegląd szafy i zmiana ubrań na letnie (dopiero!), umycie okien i posprzątanie szafy 'gospodarczej'. Wezmę się też za przestrzeń wirtualną: facebook wraz z tabunem fanpejdży zaśmiecających mi tablicę; blogowe linki, które chcę polecać na swoim blogu; wszelakie zakładki, subskrypcje i rss'y. Zresztą, mój komputer również woła już o format dysku i wgranie wszystkiego od nowa.

2. (31.05-6.06) Tydzień dla wyglądu - w tym czasie szczególnie zadbam o swój wygląd i troskliwie zadbam o siebie, a przy okazji przetestuję zalegające w szafkach kosmetyki (robiąc w nich porządek). Będą więc peelingi, maseczki, olejowanie włosów, pachnące kąpiele, próby makijażu i ubioru. No i co tam jeszcze wpadnie mi do głowy... ;)

3. (7-13.06) Misja sesja ;) Tydzień wymuszony na naukę, bo sesja w trakcie... Dam z siebie wszystko !

4. (14-20.06) Pieniądze. Podobnie jak Michał mam potrzebę zrewidować swoje wydatki. Przyda się optymalizacja spraw związanych z rachunkami, znalezienie nowej sieci komórkowej (stara umowa już się skończyła). Przyjrzę się też na co tak naprawdę wydaję pieniądze i dlaczego ciągle mi ich brakuje.

5. i 6. (21.06-04.07) Sprzątanie w głowie - chyba najważniejszy etap projektu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 20 czerwca czeka mnie wizyta u chirurga, który usunie znienawidzoną przeze mnie ósemkę. W związku z tym, będę prawdopodobnie "nieczynna" przez tydzień, dlatego poświęcę ten czas na wywalenie z głowy (przynajmniej częściowo!) tego, co zalega tam od dawna. Przez pół godziny dziennie skupię się na hunowych wywalankach* i postaram się uporządkować pewne sprawy wewnątrz siebie. Niektóre relacje takźe wymagają przedefiniowania lub rozwiązania niedopowiedzeń. Przeznaczam na sprawy umysłowe dwa tygodnie. Dodatkowo, na początku lipca chcę stworzyć "postanowienia noworoczne" na drugie półrocze, znaleźć trochę inspiracji (np. w necie) i spisać listę filmów, książek i muzyki, które chcę poznać.

*polegają w skrócie (i w mojej wersji) na zwizualizowaniu sobie wszelkich 'brudów' znajdujących się w mentalnej 'mnie' i (w całkowitym skupieniu) skrupulatne ich wywalenie - wszystko metaforycznie, ale skutecznie, zapewniam :)



Dodatkowo planuję nauczyć się kilku nawyków w całym tym czasie, począwszy od jutra:
- zmieniam nawyki poranne - zamiast po przebudzeniu od razu włączać komputer, pójdę zrobić kawę i śniadanie i NIE włączę komputera póki nie będę ubrana i ew. umalowana
- a propos: to, jak i gdzie śpię MA znaczenie. Od spania jest łóżko i pidżama i tylko w taki sposób się wysypiam. Zasługuję na tę przyjemność !
- nawet jeśli będę miała zamiar spędzić cały dzień w domu, ubiorę się i ogarnę tak, żeby czuć się dobrze i by motywowało mnie to do robienia czegoś fajnego :) Naprawdę, nie ma nic gorszego niż gnić w pidżamie z tłustymi włosami przed komputerem, "bo i tak nigdzie nie wychodzę"!
- wsiadam na rower i przejadę w tygodniu 50km + 2h ćwiczeń tygodniowo - na początek wystarczająco, żeby się przyzwyczaić. Nie ma znaczenia, czy wyrobię "normę" za jednym razem czy rozłożę to na 7 dni. Ważna jest suma minut i kilometrów.

To co, wchodzisz w to ze mną? :)


22 maja 2013, 21:48 ||
Zainspiruj ! (2)




3. Present.



Wiem, że to odkrycie na miarę nagrody Darwina, ale powiedzcie mi: czy to jest przypadek, że "present" w tłumaczeniu znaczy jednocześnie 'teraźniejszość', 'obecny', 'ofiarować' i 'prezent'?

Nie sądzę. Ci Amerykanie to jednak nie są tacy głupi. :)

24 maja 2013, 01:35 ||
Zainspiruj ! (3)













O mnie
mój tumblr




16-20.06: 0 km / 0 min

happyholic

życie jest piekne!

blond

kurwica

zielona herbata



2017

listopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń

2016

grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń

2015

grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń

2014

grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń

2013

grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmaj

________________
layout by hakuna
image: tumblr


stat4u